Dzikość antidotum na różnice czyli „Braving the Wilderness” Brené Brown


braving the wilderness brene brown

 

Brené Brown to amerykańska badaczka zajmująca się m.in. tematem wstydu, odwagi czy wrażliwości. Ponieważ lubię jej książki, co pewnie zauważyliście w poprzednich postach, kilka dni temu postanowiłam zrobić sobie prezent i kupić świeżo wydaną „Braving the Wilderness”. Chciałabym napisać Wam kiedyś o wszystkich jej książkach, bo warto znać przesłanie autorki, ale najpierw muszę przejrzeć je raz jeszcze, a ta – dopiero co przeczytana, mój własny egzemplarz pozakreślany ołówkiem, mogę więc pisać na bieżąco. Dodam tylko, że poprzednie publikacje tej autorki były dla mnie przełomowe – taka cicha rewolucja. Nie ma w nich zastępu ćwiczeń, ale obserwacje i przemyślenia, które pomagają inaczej spojrzeć na siebie i świat, a co za tym idzie, inaczej, lepiej siebie traktować.

 

W „Braving the Wilderness” punkt ciężkości przesuwa się z tematu wstydu i wrażliwości na „belonging” i „wilderness”

Belonging, z ang. przynależność, to według badaczki wrodzona chęć przynależności do czegoś większego niż my sami, przy tym przynależność ta, wtedy jest prawdziwa, gdy jesteśmy autentyczni wobec samych siebie. Autorka pisze, że przynależność nie może być większa od poziomu naszej samoakceptacji. Brzmi to trochę, jak zadanie tekstowe z matematyki i oznacza, że jeśli poprzez brak samoakceptacji zmieniamy siebie, by przynależeć do jakiejś grupy, nie jest to prawdziwa, szczera przynależność. Dodatkowo prawdziwa przynależność wiąże się z odwagą i niesie ze sobą poczucie samotności… Brzmi paradoksalnie, prawda? Chcemy gdzieś należeć, by nie czuć się samotnymi i mieć wsparcie, ale żeby to osiągnąć musimy zdecydować się na samotność. Brené pisze, że jeżeli chcemy autentycznie przynależeć, to najpierw musimy sami ze sobą się pogodzić, a to wymaga bardzo indywidualnych decyzji, które często nie idą po myśli grup, do których należymy (może to być rodzina, zespół w pracy itd.) Gdy odważymy się jednak na autentyczność, wkraczamy na tereny nieznane, czyli wilderness. Wychodzimy poza obszar z jasno określonymi zasadami, które jednak nie zawsze muszą być dla nas dobre. Kwestionujemy.

Właściwie, gdyby uogólnić, to Brown mówi o wyrwaniu się z ram społecznych i byciu sobą. Ileż razy mieliśmy to już w planach lub po którym razie przestaliśmy liczyć? W „Braving the Wilderness” przedstawione są narzędzia, w jakie należy się uzbroić albo właściwie należy się codziennie na nowo uzbrajać, by sobie to ułatwić. Badaczka przeanalizowała odpowiedzi wielu osób by je wyłowić i zaliczyła do nich m.in. ustalanie granic, branie odpowiedzialności za swoje błędy, integralność i uczciwość, nieocenianie, interpretowanie działań innych z życzliwością (czyli założenie, że nie działali celowo na szkodę moją czy innych).

W książce Brené Brown opisuje również cztery elementy, które składają się na prawdziwą przynależność. Należą do nich:

  1. Zbliżenie się do ludzi, czyli: nie patrzę na Ciebie jako np. zwolennika danej partii, a tym samym mojego przeciwnika, a ciągle jeszcze widzę w Tobie osobę z być może podobnymi do moich problemami.
  2. W swoim konflikcie mamy pozostać cywilizowani, przejść ponad myślenie – jeśli nie jesteś ze mną, to jesteś przeciwko mnie. Świat jest przecież o wiele bardziej skomplikowany niż ta „zasada”.
  3. Bycie w zbiorowości (np. marsze, koncerty) – dzielenie radości i smutków.
  4. Zadbanie o mocny kręgosłup i miękkie serce.
A co mnie się w niej najbardziej podobało?

Miałam nadzieję, że autorka trochę bardziej wtajemniczy nas w wyniki swoich badań. Szkoda, że nie przedstawiła więcej informacji czy przykładów. Mimo wszystko jednak dobrze mi się z tą książką rozmawiało, bo o rozmowę tu właściwie chodzi najbardziej, o to jak przekształcić konflikt między mną a Tobą, między mną a społeczeństwem, jak wkroczyć z nim na kolejny etap. Brené pisze o przekształcaniu konfliktów raczej niż ich rozwiązywaniu. Ogromnie jestem jej za tą perspektywę wdzięczna.

Co prawda nie ma tu wielkich odkryć, ale nie w tym rzecz, bo niektóre sprawy trzeba sobie po prostu przypominać. Jest to odpowiedź autorki na to, co dzieje się w świecie – na pogłębiające się różnice. Książka jest głosem rozsądku. Dzikość ma być antidotum na różnice – wiem, brzmi co najmniej abstrakcyjnie, ale ma to sens.

A w tym wszystkim, pamiętaj, nie szukaj krytyków, otocz się (nawet jeśli tylko we własnej wyobraźni) wzorami, przychylnymi osobami, ludźmi, którzy w tej dzikości i odwadze żyją.