Kult zmęczenia


slow down

 

Pewnie słyszałaś o Brené Brown i jej badaniach. Ale jeśli jednak nie, to poszukaj jej TEDowych wykładów lub zajrzyj na blog „Książka psychologiczna, gdzie znajdziesz recenzję jej książki „Dary niedoskonałości”. W skrócie Brown zajmuje się wrażliwością, odwagą, wstydem, a jej przekaz ma moc.

Są takie momenty, gdy książki – literatura piękna, ale również popularnonaukowa – zagadują nas bezpośrednio. Są takie sprawy w nas, które tylko czekają na to zagadnięcie. Ja wiele wyniosłam z lektury książek Brené i wiele fragmentów mnie zaczepiło i będę do nich wracać, lecz szczególnie zapamiętałam rozdział właśnie „Darów niedoskonałości”. Zmianę można zaplanować punkt po punkcie, można przygotować strategię, by potem wprowadzić ją w życie. Inne zmiany po prostu w nas dojrzewają i czekają na odpowiedni moment. Ostatecznym impulsem może być rozmowa, książka, wydarzenie, i wtedy, jak za sprawą interwencji (o których pisze Kelly McGonigal) rusza maszyna po szynach albo rusza lawina, która będzie miała wpływ na nasze dalsze życie. Tak musiało być ze mną, skoro ten dany wyrywek książki we mnie utkwił.

O czym był ten rozdział, zapytasz? O zmęczeniu i o zabawie. Patrzę na znajomych, rodzinę, kolegów i widzę, że nasza fascynacja zmęczeniem przybrała rozmiar kultu. Pracujesz, spełniasz się, być może osiągasz sukces – przy tym nie wypada nie być zmęczonym. Zmęczenie stało się oznaką statusu. Nie jesteś zmęczona? To podejrzane. Jesteś mamą? Musisz przecież być zmęczona by być dobrą mamą. Nie ma zmęczenia bez akcji, a akcja utrzymuje nas na powierzchni. Tak nam się wydaje. Nie raz byłam świadkiem tego, jak ludzie wokół ignorują pierwsze, drugie i kolejne fizyczne i psychiczne objawy przemęczenia.

Czy ja również?

I tu chwyciło mnie pytanie Brené. Właściwie nie mam już pewności, że badaczka w ten sposób to napisała, ale tak utkwiło mi w głowie. A pytanie brzmi: i co by się stało, gdybym w tym momencie przestała? Gdybym nie pracowała tą jeszcze jedną tylko-godzinkę? Gdybym poszła spać, poszła do parku lub gdziekolwiek, się ponudzić? Co by się stało?

Nie wiem, co by się stało, ale mam zamiar się dowiedzieć. Mam zamiar bardziej o siebie zadbać. Może to „normalne” po trzydziestce, a może tylko tak mi się poskładało… Co do pierwszego nie mam pojęcia. Co do drugiego, widzę, że składa się tak wielu z nas. Czas i odpoczynek, sens życia mają przyjść po następnym weekendzie, ale jakoś nie chcą przyjść, a przecież weekendów minęło już wiele.

Sprawdzam więc, co się stanie i Ciebie również do tego namawiam.